Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Hobby
RSS
wtorek, 09 maja 2017

Ostatni wpis niby z poprzedniej "epoki" - tej bardziej zimowej, mimo że z końcówki kwietnia, choć po zapowiedziach nocnych przymrozków, mam poważne obawy czy rzeczywiście przyszła już wiosna. Na nartach byłem, a jakże. Rodzina nie miała ochoty pojechać, ale też się nieszczególnie fochowała. Po prostu nie mieli ochoty na zimowe klimaty. Pojechałem z trzema kumplami i naprawdę dało się poszusować. Zresztą tydzień później też by się dało, ale znajomi zarządzili "majówkę za wszelką cenę", więc był grill. Na szczęście zrobiliśmy go na początku majówki, kiedy nie było jeszcze tak zimno ani deszczowo, więc nie było szczękania zębami. Jednak wiele rzeczy, które planowałem zrobić na dworze wiosną leży jeszcze odłogiem i jest przekładane z weekendu na weekend. Mam nadzieję, że w końcu pogoda się poprawi i wszystko da się nadrobić. Zresztą co tu dużo gadać, nawet opon jeszcze nie przekładałem, a mamy już 9 maja!!! Ale skoro synoptycy wróżą - oby z fusów - zimny maj, a dziś gdzieniegdzie poprószyło, to nie będę się spieszył.

Przykra sprawa, jeden z kumpli się rozwodzi. Niby po przyjacielsku, ale mam wrażenie, że bardziej tam zgrzyta niż chcieliby pokazać. Oczywiście nikt się nie wtrąca, bo ja (i pozostali kumple) mamy nadzieję na utrzymywanie z nim kontaktu, a żony - z nią. Więc oby doszli do porozumienia i rozstali się bez fajerwerków. Przypuszczam, że dobrze by było, żeby wspomógł jakiś dobry adwokat podział majątku, zwłaszcza że mają kredyty i pomógł ustalić zasady opieki nad dzieciakami. Zresztą nieważne. Kumpla trzeba by zabrać na jakieś wypady, żeby się chłop nie załamał. A może jeszcze się żona rozmyśli... Z kobietami nigdy nie wiadomo. 

Przedwczoraj dzieciakom kazałem zrobić porządek w pokojach, bo zagracone mieli kompletnie. No to się zemścili... Przynieśli mi swoje hulajnogi, deskorolki, kaski i ochraniacze i oświadczyli, że wolą jeździć na rowerach, więc żebym im to sprzedał, a kasę wrzucił do skarbonki... Nie wymigam się, tym bardziej, że sam ich uczę, że używanych, ale dobrych rzeczy się nie wyrzuca, bo raz, że komuś jeszcze mogą się przydać, a dwa, że zawsze trochę pieniędzy się odzyska na następne zakupy. Ech.



piątek, 21 kwietnia 2017

Przyłączyć się do ogólnorodzinnego bojkotu zimnej wiosny i spędzić z nimi weekend w domu, czy wyciągnąć schowane już zimowe ciuchy i wyskoczyć z kumplami na narty? - oto jest pytanie. Nie jakieś tam banalne: być albo nie być? Co prawda wyjazd narazi mnie na niezadowolenie małżonki, ale... Ale za to będzie miło na nartach. A po powrocie... cóż, zawsze można wziąć nadgodziny ;) Kto wie kiedy następnym razem będzie tyle śniegu? Może się zdarzyć, że przyszła zima będzie ciepła i się nie pojeździ.

No to decyzja już chyba została podjęta. Dobrze jest czasem przelać myśli na "papier".

Tagi: narty
15:16, r.emik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017

Jakie to pocieszające, choć może nie powinno być, po ponoć mądrym ludziom źle żyć wśród głupców, a jednak tych inteligentnych jest mniej... Na szczęście nie u mnie w pracy :) Ale od początku. Jeden z kumpli dziś w pracy mówił, że jego żona znalazła ostatnio jakieś badania (nie będę się wypowiadał co do ich jakości, w końcu są dla mnie na plus ;) ) dotyczące inteligentnych ludzi. Wychodzi na to, że inteligentni są bardziej leniwi (to ja), lubią dłużej siedzieć w nocy i później wstawać (też ja), są najstarsi z rodzeństwa (ja), szczupli i wysocy ( :) ), liberalni (czasem aż nadto) i mają poczucie humoru (to oczywiste, skoro piszę ten artykuł) :) Tych "cech charakterystycznych" było dużo więcej, ale nie chce mi się wszystkich przytaczać. Co prawda moja inteligencja jest ograniczona, bo nie posiadam kota i powiedzmy sobie szczerze: nigdy posiadać nie będę, bo nie lubię sierściuchów, ale i tak jest ok :)

To tak się chciałem pochwalić ;)

środa, 15 marca 2017

Dopadł mnie jakiś kryzys... twórczy. Trudno mi się skupić na pracy. Zamiast tego prowadzimy z kumplami jakieś bezsensowne dyskusje, albo siedzę i gapię się przez okno na mój zasyfiony samochód, którego ostatnio nie miałem czasu umyć. Zresztą, poza myciem przydałoby mu się też woskowanie i odkurzanie. A może również zmiana opon na letnie. Chociaż nie, jeszcze się wstrzymam. Skoro w NY spadło wczoraj tyle śniegu, to może i u nas pogodzie jeszcze odbije i przyprószy... Zasadniczo uważam, że jak ktoś ma pracę twórczą - wymyślanie jakichś tekstów, prototypowanie, malowanie, to powinien w ramach pracy co jakiś czas móc pojechać gdzieś w plener zrelaksować się, odświeżyć umysł, nabrać energii i natchnienia. Co prawda po urlopie trudno wejść w rytm regularnej pracy, ale za to człowiek wraca z nowymi pomysłami i tylko kwestią czasu jest kiedy i jak wprowadzi je w życie ku chwale zakładu pracy ;)

A ja tymczasem zamiast odpoczynku mam nadmiar zajęć zarówno w pracy jak i w domu. I ani od jednych, ani od drugich urlopu nikt mi nie da... Do tego żona złośliwie twierdzi, że to być może kryzys wieku średniego... Oj, nie chciałaby...

Czytałem dziś, że ma powstać remake "Muchy", a właściwie remake ramake'a "Muchy", bo pierwsza wersja pochodzi z 1958 r. (i doczekała się zresztą także kolejnych części). Jak widać nie tylko mi brak pomysłów. Także w kinematografii najwyraźniej dochodzą do wniosku, że wszystko już było i co prawda życie pisze różne scenariusze, ale ilość kombinacji jest ograniczona. Nawet jak przeniesiemy akcję w kosmos, do świata fantasy czy w odległą przeszłość. Poza tym, po co się wymóżdżać jak można zbudować coś na bazie sprawdzonego gotowca... 

A przy okazji taka refleksja mi się nasunęła: od małego mówiono mi o szacunku do książek. Ale albo moi rodzice mieli słabość do klasyki, albo wtedy wybór książek był niewielki i jakiś taki dokładniej wyselekcjonowany. Tak czy inaczej trudno mi szanować przeważającą ilość "książek", które można teraz kupić w księgarniach. Istne jednorazówki (albo coś, czego w ogóle ze względu na stratę czasu i wpływ na mózg lepiej nie tykać). Zadrukowany papier o niewielkiej wartości. Zresztą widać to najlepiej po tym ile z tych "świetnych, modnych pozycji" trafia później na marketowe wyprzedaże po cenach makulatury...

Dobra, kończę, bo marudzę. Czas popracować.

wtorek, 21 lutego 2017

W zeszłym miesiącu moja droga Małżonka naczytała się o zaletach kuchni śródziemnomorskiej i postanowiła zmienić nasz jadłospis. Po miesiącu odżywiania się warzywami, rybami i owocami morza zasugerowałem powrót do kuchni polskiej. Może nie jest tak zdrowa, ale dałbym wiele za porządnego steka, schaboszczaka czy żeberka. Małżonka stwierdziła, że przechodzę kryzys związany ze zmianą diety, i że jeszcze trochę i się przyzwyczaję... Masakra. Po kilku "przedobiadach" w restauracji, postanowiłem - również z żalu dla dzieci - podejść do tematu naukowo. Znalazłem sporo publikacji naukowych, w których stwierdzono, że jedzenie ryb nie jest tak zdrowe jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, bo morza i oceany mamy w znacznej mierze zanieczyszczone i że zdecydowanie nie zaleca się spożycia ryb częściej niż 2 razy w tygodniu. Niektórzy nawet piszę o jednym razie. Tym bardziej, że sporo ryb trafiających na nasze stoły to ryby z różnorakich hodowli faszerowane lekami i śmieciami. Poza tym zarówno ryby, jak i - zwłaszcza - owoce morza, które trafiają do naszego pięknego kraju, nie są tak wysokiej jakości jak te trafiające choćby do Francji, Niemiec czy Japonii. Po wielkich oporach, postanowiliśmy, że sałatki śródziemnomorskie zostają, więcej warzyw też, ale poza tym wracamy do podstawy w postaci różnego rodzaju bardziej tradycyjnych mięs i ziemniaków. Więc wielkie uff... Dziś na obiad ponoć będą żeberka :) :) :) Z ziemniakami i sałatką grecką :)

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Już Nowy Rok. Znaczy od 9 dni, ale dopiero teraz udało mi się usiąść i coś napisać. Niestety ten rok będzie dla mnie przełomowy, bo zmieni mi się liczba z przodu na moim życiowym liczniku, a to jakoś boli, nie tylko kobiety, jak się okazuje. Zatem w tym roku nie pałam euforią na myśl o imprezie i spotkaniu ze znajomymi. Raczej wolałbym, żeby się to odwlekło i generalnie, żeby czas mi się dłużył. Problem polega na tym, że raczej nie zwolni, bo w pracy jest tyle roboty, że żyję od weekendu do weekendu i nic nie zapowiada zmiany tempa.

No dobrze, zatem postanowiłem sobie wykorzystać te wolne weekendy. Najbliższy spędzę na nartach, bo zima w naszym klimacie jest nieprzewidywalna i nie wiadomo jak długo poleży śnieg, a nie chce mi się latać do Włoch czy Grecji, żeby go zobaczyć ;)

Bawcie się dobrze w tym Nowym Roku.

wtorek, 06 grudnia 2016

Projekt Mikołajki, choć przeprowadzony dość chaotycznie, został odhaczony. W tym roku jestem na tyle zabiegany, że kompletnie o nich zapomniałem. Dopiero wczoraj zajrzawszy do kalendarza z większą ilością zaznaczonych "świąt" doczytałem, że przecież dziś 6 grudnia. Skoczyłem więc po pracy na zakupy i tym sposobem, niewiele się zastanawiając i niewiele czasu tracąc, przygotowałem na miejscu piękne paczuszki. Dumny z siebie ustawiłem je w nocy, a rano okazało się, że prószył śnieg, co - nie wiedzieć czemu - tak ucieszyło Żonę i Dzieciaki, że prezenty stały się tylko miłym dodatkiem. Odniosłem wrażenie, że jest to rzecz, która tradycyjnie musi być, więc mózg musi zanotować otrzymanie prezentu, ale gdyby go nie było, to świat by się nie zawalił. Tak to już jest jak nikomu w zasadzie niczego nie brakuje. Trudno kupić coś co ucieszy i prezenty nie są tak doceniane jak kiedyś. Pamiętam jak się kiedyś cieszyłem jak głupi z piórnika... Które dziecko dziś tak potrafi... Może należałoby wrócić do rzeczy symbolicznych... Przynajmniej wydatków byłoby mniej i można by kasę odłożyć np. na zimowiska.

Przedwczoraj wieczorem czując się objedzony, wybrałem się na spacer. Mgła była taka, że na 50 metrów nie było nic widać. Klimaty iście Dickensowskie. Gdyby zza rogu wyszedł gość w cylindrze i pelerynie, chyba bym się - przynajmniej w pierwszej chwili - nie zdziwił ;) Przy okazji miałem okazję "sztachnąć się" zimowym, zadymionym powietrzem. Zaiste, odechciewa się spacerowania po okolicy usianej domkami jednorodzinnymi. Szkoda, że w naszej okolicy do tych domków nie są pociągnięte miejskie sieci cieplne, albo że po prostu więcej osób nie korzysta z ogrzewania gazowego. Odnoszę wrażenie, że przy obecnych cenach węgla wcale nie wychodzi to drożej, a jest czyściej i bez kłopotów z noszeniem i brudzeniem. Pomijam oczywiście temat palenia śmieciami, bo od tego to w ogóle nie tylko ręce opadają. W każdym bądź razie po takiej przechadzce człowiek przestaje się dziwić, że pół wieku temu w Londynie tyle osób zmarło od smogu. Staje się bardziej oczywiste, że można.

A za trzy tygodnie święta, co oznacza, że najbliższe trzy (no może dwa i pół) weekendy będą spędzone na "koktajlu" zakupowo - sprzątaniowym. To też tradycja, bez której można by się obejść, ale Żona nie pozwoli ;) A mogłoby być tak pięknie, powiedziałbym nawet: magicznie ;)

czwartek, 06 października 2016

Ja, nie drogowiec, acz kierowca zostałem zaskoczony... zimą ;) Na szczęście bez bardzo kłopotliwych konsekwencji, ale jednak. A mogło być gorzej, bo miałem od wczorajszego późnego wieczoru przez 2 dni być w Nowym Targu... Dziś się okazało, że spadł tam śnieg, a ja nadal na letnich oponach. Uff... całe szczęście, że trzeba było doklepać jeszcze kilka rzeczy w firmie, przez co wyjazd przesunął się na poniedziałek. W weekend zmieniam opony; nawet jak się pogoda poprawi. O tej porze roku raczej +30 stopni na zimówkach mnie nie zaskoczy, a z niższą temperaturą świetnie sobie poradzą.

Zostałem zaskoczony jeszcze jednym nieprzyjemnym zdarzeniem. Otóż żona wysłała mnie wczoraj pozbierać orzechy włoskie, bo spadają, a nie chciała, żeby popleśniały. Zwykle ona się tym zajmuje, ale się przeziębiła. Rozpędziłem się po nie bez rękawic, a dziś mam "piękne" żółto - brązowe ręce, których nie mogę niczym domyć. Co za g... Żeby było zabawniej: nie znoszę orzechów...

czwartek, 08 września 2016

W tym roku mieliśmy późne urlopy. Wcześniej się nie dało. Dobrze, że w ogóle były w czasie wakacji dzieciaków i dobrze, że pogoda dopisała. Udało się choć na tydzień wyskoczyć nad morze. W sam raz, żeby dzieciaki naładowały akumulatory przed rozpoczęciem roku szkolnego, a my przed sezonem wytężonej pracy, kiedy to już wszyscy zaczynają się ogarniać po urlopach i załatwić jak najwięcej się da jesienią, przed świętami, do których niby zostało jeszcze dużo czasu, ale pewnie szybko zleci. W końcu za miesiąc październik, pod koniec którego sklepy uraczą nas pewnie dekoracjami świątecznymi ;)

Dzieciaki w te wakacje dużo czasu spędziły u jednych i drugich dziadków. Jednemu Młody ambitnie pomagał w pracach ogrodowych, ba nawet podjął się zregenerowania mu trawnika, który ucierpiał w czasie remontów. Ambitnie go użyźniał, spulchniał, podlewał, a później kupili z dziadkiem jakąś mieszankę traw do regeneracji. Trawnik i owszem, zazielenił się, ale to co kupili okazało się mieszaniną i po dłuższym niekoszeniu spowodowanym częstymi deszczami, które też przyczyniły się do szybszego wzrostu i zagęszczenia, trawnik pokryła piękna czerwona koniczyna :) Brawo oni. Króliki sąsiada, które tam wpuścili, ponoć bardzo się ucieszyły. Także Młody - z totalnie nierobotnego dzieciaka, którego ciężko zagonić do jakichkolwiek pożytecznych zajęć - przeobraził się w te wakacje w małego ogrodnika i majsterkowicza, bo z dziadkiem dłubali jeszcze trochę a to przy samochodzie, a to przy płocie, a to przy innych rzeczach. Zobaczymy czy ten zapał do pracy przeniesie do szkoły. Póki co nie jest źle. Pamięta jaka jest kolejność obowiązki - przyjemności.

A mnie chyba dopada kryzys wieku średniego, bo marzy mi się powrót do jednośladów. Pojeździłoby się na jakiejś Hondzie. Niekoniecznie z kategorii "ścigaczy", ale na jakimś wygodnym crosstourerze. Niestety w domu jest chryja na samo wspomnienie, a przecież nie będę się u kumpla krył z zakupem, więc zobaczymy co z tego wyjdzie... w przyszłości i to raczej dalszej niż bliższej, żeby się żona mogła oswoić ze zmianą upodobań...

czwartek, 07 lipca 2016

"W życiu trzeba mieć szczęście" - to powiedzenie sprawdza się nie tylko w indywidualnych przypadkach, lecz także w grze. Moim zdaniem Portugalia to największy fuksiarz Euro. Zobaczymy jak będzie dalej z tym szczęściem. Moim szczęściem jest natomiast to, że żona nadal toleruje moje wspólne kibicowanie z kumplami ;) Chwała jej za to :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Tagi