Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Hobby
RSS
wtorek, 21 lutego 2017

W zeszłym miesiącu moja droga Małżonka naczytała się o zaletach kuchni śródziemnomorskiej i postanowiła zmienić nasz jadłospis. Po miesiącu odżywiania się warzywami, rybami i owocami morza zasugerowałem powrót do kuchni polskiej. Może nie jest tak zdrowa, ale dałbym wiele za porządnego steka, schaboszczaka czy żeberka. Małżonka stwierdziła, że przechodzę kryzys związany ze zmianą diety, i że jeszcze trochę i się przyzwyczaję... Masakra. Po kilku "przedobiadach" w restauracji, postanowiłem - również z żalu dla dzieci - podejść do tematu naukowo. Znalazłem sporo publikacji naukowych, w których stwierdzono, że jedzenie ryb nie jest tak zdrowe jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, bo morza i oceany mamy w znacznej mierze zanieczyszczone i że zdecydowanie nie zaleca się spożycia ryb częściej niż 2 razy w tygodniu. Niektórzy nawet piszę o jednym razie. Tym bardziej, że zarówno ryby, jak i - zwłaszcza - owoce morza, które trafiają do naszego pięknego kraju, nie są tak wysokiej jakości jak te trafiające choćby do Francji, Niemiec czy Japonii. Po wielkich oporach, postanowiliśmy, że sałatki śródziemnomorskie zostają, więcej warzyw też, ale poza tym wracamy do podstawy w postaci różnego rodzaju bardziej tradycyjnych mięs i ziemniaków. Więc wielkie uff... Dziś na obiad ponoć będą żeberka :) :) :) Z ziemniakami i sałatką grecką :)

poniedziałek, 09 stycznia 2017

Już Nowy Rok. Znaczy od 9 dni, ale dopiero teraz udało mi się usiąść i coś napisać. Niestety ten rok będzie dla mnie przełomowy, bo zmieni mi się liczba z przodu na moim życiowym liczniku, a to jakoś boli, nie tylko kobiety, jak się okazuje. Zatem w tym roku nie pałam euforią na myśl o imprezie i spotkaniu ze znajomymi. Raczej wolałbym, żeby się to odwlekło i generalnie, żeby czas mi się dłużył. Problem polega na tym, że raczej nie zwolni, bo w pracy jest tyle roboty, że żyję od weekendu do weekendu i nic nie zapowiada zmiany tempa.

No dobrze, zatem postanowiłem sobie wykorzystać te wolne weekendy. Najbliższy spędzę na nartach, bo zima w naszym klimacie jest nieprzewidywalna i nie wiadomo jak długo poleży śnieg, a nie chce mi się latać do Włoch czy Grecji, żeby go zobaczyć ;)

Bawcie się dobrze w tym Nowym Roku.

wtorek, 06 grudnia 2016

Projekt Mikołajki, choć przeprowadzony dość chaotycznie, został odhaczony. W tym roku jestem na tyle zabiegany, że kompletnie o nich zapomniałem. Dopiero wczoraj zajrzawszy do kalendarza z większą ilością zaznaczonych "świąt" doczytałem, że przecież dziś 6 grudnia. Skoczyłem więc po pracy na zakupy i tym sposobem, niewiele się zastanawiając i niewiele czasu tracąc, przygotowałem na miejscu piękne paczuszki. Dumny z siebie ustawiłem je w nocy, a rano okazało się, że prószył śnieg, co - nie wiedzieć czemu - tak ucieszyło Żonę i Dzieciaki, że prezenty stały się tylko miłym dodatkiem. Odniosłem wrażenie, że jest to rzecz, która tradycyjnie musi być, więc mózg musi zanotować otrzymanie prezentu, ale gdyby go nie było, to świat by się nie zawalił. Tak to już jest jak nikomu w zasadzie niczego nie brakuje. Trudno kupić coś co ucieszy i prezenty nie są tak doceniane jak kiedyś. Pamiętam jak się kiedyś cieszyłem jak głupi z piórnika... Które dziecko dziś tak potrafi... Może należałoby wrócić do rzeczy symbolicznych... Przynajmniej wydatków byłoby mniej i można by kasę odłożyć np. na zimowiska.

Przedwczoraj wieczorem czując się objedzony, wybrałem się na spacer. Mgła była taka, że na 50 metrów nie było nic widać. Klimaty iście Dickensowskie. Gdyby zza rogu wyszedł gość w cylindrze i pelerynie, chyba bym się - przynajmniej w pierwszej chwili - nie zdziwił ;) Przy okazji miałem okazję "sztachnąć się" zimowym, zadymionym powietrzem. Zaiste, odechciewa się spacerowania po okolicy usianej domkami jednorodzinnymi. Szkoda, że w naszej okolicy do tych domków nie są pociągnięte miejskie sieci cieplne, albo że po prostu więcej osób nie korzysta z ogrzewania gazowego. Odnoszę wrażenie, że przy obecnych cenach węgla wcale nie wychodzi to drożej, a jest czyściej i bez kłopotów z noszeniem i brudzeniem. Pomijam oczywiście temat palenia śmieciami, bo od tego to w ogóle nie tylko ręce opadają. W każdym bądź razie po takiej przechadzce człowiek przestaje się dziwić, że pół wieku temu w Londynie tyle osób zmarło od smogu. Staje się bardziej oczywiste, że można.

A za trzy tygodnie święta, co oznacza, że najbliższe trzy (no może dwa i pół) weekendy będą spędzone na "koktajlu" zakupowo - sprzątaniowym. To też tradycja, bez której można by się obejść, ale Żona nie pozwoli ;) A mogłoby być tak pięknie, powiedziałbym nawet: magicznie ;)

czwartek, 06 października 2016

Ja, nie drogowiec, acz kierowca zostałem zaskoczony... zimą ;) Na szczęście bez bardzo kłopotliwych konsekwencji, ale jednak. A mogło być gorzej, bo miałem od wczorajszego późnego wieczoru przez 2 dni być w Nowym Targu... Dziś się okazało, że spadł tam śnieg, a ja nadal na letnich oponach. Uff... całe szczęście, że trzeba było doklepać jeszcze kilka rzeczy w firmie, przez co wyjazd przesunął się na poniedziałek. W weekend zmieniam opony; nawet jak się pogoda poprawi. O tej porze roku raczej +30 stopni na zimówkach mnie nie zaskoczy, a z niższą temperaturą świetnie sobie poradzą.

Zostałem zaskoczony jeszcze jednym nieprzyjemnym zdarzeniem. Otóż żona wysłała mnie wczoraj pozbierać orzechy włoskie, bo spadają, a nie chciała, żeby popleśniały. Zwykle ona się tym zajmuje, ale się przeziębiła. Rozpędziłem się po nie bez rękawic, a dziś mam "piękne" żółto - brązowe ręce, których nie mogę niczym domyć. Co za g... Żeby było zabawniej: nie znoszę orzechów...

czwartek, 08 września 2016

W tym roku mieliśmy późne urlopy. Wcześniej się nie dało. Dobrze, że w ogóle były w czasie wakacji dzieciaków i dobrze, że pogoda dopisała. Udało się choć na tydzień wyskoczyć nad morze. W sam raz, żeby dzieciaki naładowały akumulatory przed rozpoczęciem roku szkolnego, a my przed sezonem wytężonej pracy, kiedy to już wszyscy zaczynają się ogarniać po urlopach i załatwić jak najwięcej się da jesienią, przed świętami, do których niby zostało jeszcze dużo czasu, ale pewnie szybko zleci. W końcu za miesiąc październik, pod koniec którego sklepy uraczą nas pewnie dekoracjami świątecznymi ;)

Dzieciaki w te wakacje dużo czasu spędziły u jednych i drugich dziadków. Jednemu Młody ambitnie pomagał w pracach ogrodowych, ba nawet podjął się zregenerowania mu trawnika, który ucierpiał w czasie remontów. Ambitnie go użyźniał, spulchniał, podlewał, a później kupili z dziadkiem jakąś mieszankę traw do regeneracji. Trawnik i owszem, zazielenił się, ale to co kupili okazało się mieszaniną i po dłuższym niekoszeniu spowodowanym częstymi deszczami, które też przyczyniły się do szybszego wzrostu i zagęszczenia, trawnik pokryła piękna czerwona koniczyna :) Brawo oni. Króliki sąsiada, które tam wpuścili, ponoć bardzo się ucieszyły. Także Młody - z totalnie nierobotnego dzieciaka, którego ciężko zagonić do jakichkolwiek pożytecznych zajęć - przeobraził się w te wakacje w małego ogrodnika i majsterkowicza, bo z dziadkiem dłubali jeszcze trochę a to przy samochodzie, a to przy płocie, a to przy innych rzeczach. Zobaczymy czy ten zapał do pracy przeniesie do szkoły. Póki co nie jest źle. Pamięta jaka jest kolejność obowiązki - przyjemności.

A mnie chyba dopada kryzys wieku średniego, bo marzy mi się powrót do jednośladów. Pojeździłoby się na jakiejś Hondzie. Niekoniecznie z kategorii "ścigaczy", ale na jakimś wygodnym crosstourerze. Niestety w domu jest chryja na samo wspomnienie, a przecież nie będę się u kumpla krył z zakupem, więc zobaczymy co z tego wyjdzie... w przyszłości i to raczej dalszej niż bliższej, żeby się żona mogła oswoić ze zmianą upodobań...

czwartek, 07 lipca 2016

"W życiu trzeba mieć szczęście" - to powiedzenie sprawdza się nie tylko w indywidualnych przypadkach, lecz także w grze. Moim zdaniem Portugalia to największy fuksiarz Euro. Zobaczymy jak będzie dalej z tym szczęściem. Moim szczęściem jest natomiast to, że żona nadal toleruje moje wspólne kibicowanie z kumplami ;) Chwała jej za to :)

środa, 29 czerwca 2016

Ponoć mają wrócić 8-letnie szkoły podstawowe. Rozumiem, że nauczyciele protestują, bo sporo szkół zniknie, ale z drugiej strony ilość lat nauki się nie zmieni, a dzieci musi ktoś uczyć, więc moim zdaniem znajdą zatrudnienie w szkołach podstawowych i liceach. A dzieciakom będzie łatwiej się uczyć w jednym środowisku, wśród znajomych niż skakać po szkołach i stresować się egzaminami. Też chodziłem do szkoły 8-letniej i muszę przyznać, że więcej wiedziałem niż dzisiejsze dzieciaki. I nie chodzi o to, że mam w domu nieuków, tylko że program nauczania jest okrojony, w porównaniu do tego co było kiedyś; opiera się na dużej ilości kolorowych obrazków, nikomu nie potrzebnych ćwiczeniach, których nawet nie wypełnia się w szkole tylko zadaje do domu i ogólnym chaosie. Ale w takich przypadkach diabeł zwykle tkwi w szczegółach, więc zobaczymy jak to będzie działało w praktyce. Zdecydowanie podoba mi się pomysł, żeby dzieciaki nie miały zadawane, albo zadania odrabiały w szkole.

wtorek, 28 czerwca 2016

Własnym oczom nie mogłem wczoraj uwierzyć jaki Brexit zrobili Islandczycy Anglikom :) Piękny mecz i piękna gra. Jeden z najciekawszych na Euro :) Oby było więcej takich niespodzianek; Polska też mogłaby wyeliminować Portugalię :)

A a propos odcinania się Anglików od Europy, pewnie odczują to także Stany tracąc silnego sojusznika przy wprowadzaniu TTIP.

piątek, 10 czerwca 2016

No i nastał nam ten przykry miesiąc, w którym trzeba było zrobić przegląd samochodu (i za niego zapłacić) i ubezpieczyć auto na następny rok. Poprosiłem o ofertę dotychczasowego ubezpieczyciela i... wycenił mi dużo drożej niż w poprzednim roku. Pytam dlaczego, a on mi na to, że szkodę zgłaszałem. No, ok zgłosiłem (w końcu po to się ubezpieczam), bo mi jakiś ... ktoś... bok porysował. Zresztą nie wysilili się z wypłatą odszkodowania i jak tylko znajdę wolną chwilę, to się będę odwoływał. Tymczasem to co mi wypłacili dorzucili do składki za nowy rok uzasadniając tą szkodą i tym, że auto czym starsze tym większe ryzyko, że się zepsuje więc składka rośnie... Tia. Zrezygnowałem z nich, inni zaproponowali mi taniej. To się od razu rozdzwonił telefon z wyjątkową ofertą dla utrzymania klienta. Podziękowałem, trzeba było klienta docenić od razu, a nie dopiero jak zrezygnuje. Zresztą jak nie potrafią się zachować przy takiej małej szkodzie, to co by było przy większej (oby nigdy nie nastąpiła)... Ostatecznie to była szkoda materialna, którą łatwo wycenić, a nie jakieś odszkodowanie za trwały uszczerbek na zdrowiu, który nie wiadomo ile wynosi. To nie, wycenili np. godzinę robocizny na 10 zł!!! Przepraszam, ale nie znam firmy, która by tyle brała za godzinę, po prostu by nie wyżyła ze swoich usług. No i jeszcze dorzucili mi udział własny pod zagmatwaną nazwą, na którą nie zwróciłem uwagi, mimo że wyraźnie podkreślałem, że go nie chcę.

Całe szczęście, że na przeglądzie obyło się bez dodatkowych kosztów. Auto sprawne, zadbane, wszystko z nim w najlepszym porządeczku, więc pewnie pojeżdżę nim jeszcze z 2-3 lata, bo po co wymieniać. Oddzielnie, przed przeglądem, wymieniłem tylko filtry, olej silnikowy i wyczyściłem klimę. Mam wrażenie, że nabili ją bardziej niż ostatnio, bo dużo mocniej chłodzi.

czwartek, 05 maja 2016

Pożary kontra zabytki... A może na odwrót. Tak czy inaczej zabytki są na przegranej pozycji, często nawet wtedy, gdy nie dopadnie ich żaden pożar. Konserwatorzy "rozciągają" nad nimi "pieczę". W sensie oznaczają i uniemożliwiają normalne ich użytkowanie. Lepiej jak stoi i niszczeje, niż żeby wpadło w ręce komuś, kto założy tam nie takie okna jak się konserwatorowi wyśniło, albo położy nie ten tynk. Jeśli taki zabytek stoi gdzieś na wsi, to stopniowo, powoli popada w ruinę, a jak jest w mieście, to... tu problem jest bardziej złożony. Jeśli jest atrakcyjny, może go ktoś kupić i stosować się do rad konserwatora, a jak jest z rodzaju takich, w których nie wiadomo co zrobić, to może spotkać go ponury los, jaki zauważono zapewne w wielu miastach, np w Poznaniu. Jest sobie jakiś zabytek, który ulega spaleniu, zapewne przez "nieostrożność bezdomnych". Dziwnym trafem zabytek jest położony w fajnej okolicy i równie dziwnym trafem wkrótce potem teren zostaje sprzedany deweloperowi i powstaje tam osiedle. Może więc czas skończyć z tą farsą ochrony zabytków. Podzielić je na te cenne dla kultury polskiej, w których państwo coś zrobi, choćby jakieś muzeum, atrakcyjne dla inwestorów, którzy są w stanie jeszcze je wyremontować i w jakiś sposób użytkować, a ruiny przeznaczyć do wyburzenia i zagospodarowania, zanim w nich się komuś krzywda stanie. Oczywiście można czekać 50 czy 100 lat na całkowite zniszczenie, tylko po co?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Tagi